Pocztówka ze Skye

Od dawna palowaliśmy udać się z wyprawą na wyspę Skye. Według opisów w internecie i relacji osób, które tam były jest to jeden z najpiękniejszych zakątków Szkocji. Okazja do wyjazdu nadarzyła się w połowie maja, kiedy to odwiedzili nas goście z Polski. Wyjazd zaplanowaliśmy na sobotę wczesnym rankiem, tak żeby u wrót Skye w zamku Eilean Donan być około 10 rano. Samochód spakowaliśmy dzień wcześniej, by rano tylko wstać i wyruszyć jak najszybciej. Do zamku dotarliśmy po około 4 godzinach jazdy.

Pogoda nie rozpieszczała nas kompletnie. Było dosyć zimno, wietrznie i ponuro. Zamek Eilean Donan został wzniesiony w 1220 r. przez szkockiego króla Aleksandra II. Uważa się, że służył za schronienie Robertowi Bruce’owi podczas jego ucieczki przed angielskim wojskiem.
W kwietniu 1719 r. zamek okupowały hiszpańskie wojska z zamiarem wzniecenia kolejnego powstania Jakobitów. W maju odbiły go, a następnie zniszczyły trzy fregaty Królewskiej Marynarki Wojennej. Hiszpanie zostali później pokonani w bitwie w dolinie Shiel.
Na początku XX wieku został odrestaurowany i udostępniony dla zwiedzających. Mówi się, że zamek ten jest jednym z najbardziej fotografowanych miejsc w Szkocji. Czy to jest jednak prawda to ciężko stwierdzić.Eilean Do zwiedzania nie ma tu dużo, więc po około półgodziny, mieliśmy to już za sobą. Przed wyjazdem w dalszą drogę zjedliśmy śniadanie z zabranych ze sobą zapasów. Po posiłku ruszyliśmy dalej. Z tego miejsca do mostu na Skye jest kilka minut jazdy. Pierwszym przystankiem było Broadford i poszukiwania naszego hostelu Broadford Backpackers. Dzięki nawigacji obyło się to bez żadnego problemu. Ulokowaliśmy się na miejscówce, która na swoją cenę była całkiem przyzwoita. Ponieważ zostało nam sporo czasu udaliśmy się w dalszą drogę w kierunku Armadale. Do miasteczka tego dopływa prom ze stałego lądu jesli ktoś wybiera ten sposób przeprawy. Niedaleko znajduje się muzeum klanu MacDonald. Do niego jednak nie dotarliśmy. Wróciliśmy do hostelu około 17, przeznaczając resztę czasu na odpoczynek.

Następnego dnia pożegnaliśmy sympatyczną panią prowadzącą hostel i udaliśmy się w dalszą drogę. Tym razem cel zaznaczony był na mapie, którą wcześniej pożyczyłem od znajomego, kolorem czerwonym. A więc oznaczało to coś ciekawego do zobaczenia. Niewielkie miasteczko położone w malowniczej zatoczce nosi nazwę Elgol. Aby tu dotrzeć trzeba przejechać kilka mil wąskimi drogami pośród zachwycających wzniesień Cuilin Hills. Mówię wzniesień, a tymczasem powinno się je nazwać górami gdyż na wzniesienia są po prostu za duże.krowy Po drodze spotykamy krowy rasy Angus stojące sobie na samym skraju pasa ruchu nic sobie nie robiące z przejeżdżających tuż obok samochodów. W pewnym momencie ogarnęła mnie panika gdyż taka krowa bez problemu może swym rogiem zbić szybę w samochodzie. Na szczęście obyło się bez przykrych niespodzianek. Swoją drogą muszę nadmienić, że jeżdżąc po Skye trzeba bardzo uważać na zwierzęta wszelkiego rodzaju, a w szczególności na owce, które chodzą sobie wolno nie ograniczone przez żadne ogrodzenia. Także często zdarza się, że trzeba zatrzymać się bo akurat stadko postanowiło przejść sobie na drugą stronę jezdni, od tak jak gdyby nigdy nic. Udało nam się w końcu dotrzeć do naszego celu. Widok jest tam naprawdę ładny, ale czy on zasługuje na oznaczenie na czerwono? W moim odczuciu nie, ale to kwestia gustu. Nastepnym przystankiem był nasz drugi nocleg, Croft Bunkhouse and bothies, do którego udaliśmy się niezwłocznie, po to tylko aby zostawić trochę niepotrzebnych rzeczy. Z tego miejsca nasza trasa prowadziła do zamku Dunvegan, który jest siedzibą klanu MacLeod. W tym miejscu należy nadmienić, że Skye podzielona jest jakby na dwa terytoria. Jedno znajduje się pod zarządem klanu MacDonald (wschód wyspy), drugie to tereny MacLeodów (zachód wyspy). Nie bedę zagłębiał się w ich historię. Można o tym poczytać w internecie. Napiszę tylko tyle, że oba te klany za sobą nie przepadają. Zamek jak to zamek. Do zwiedzania udostępniona jest tylko część, gdyż resztę nadal zamieszkują jego wlaściciele. Zwiedzać za to można całe ogrody należące do posiadłości. Jednak widać niestety, iż czasy swojej świetności mają już dawno za sobą. W moim odczuciu cena wstępu nie jest adekwatna do atrakcji które można tu zobaczyć.
Opuściliśmy wiec zamek aby następnie udać się w kierunku przpięknie położonej latarni morskiej w Neist Point.latarnia Mieści się ona na niewielkim cyplu, który okalają majestatyczne klify. Aby dojść do samej latarni trzeba było zejść dość stromą ścieżką. Na szczęście jest to tak na prawdę chodnik prowadzący na dół klifu. Wysokość nie jest duża ale powrót na górę, przy braku kondycji daje się we znaki. Swoją drogą, usiadłszy na jakimś występie skalnym niedaleko latarni zacząłem się zastanawiać jak wygląda życie tutejszego latarnika. Szczególnie transport zaopatrzenia musi sprawiać dość sporo kłopotu, no chyba że odbywa się drogą wodną. Przy tej okazji mogłem podziwiać okalające zatokę klify, które były wręcz imponujących rozmiarów. Tutaj też na własne oczy można się przekonać co to jest ruch kontynentów. Klify te wyglądają jak oderwane od większej części stałego lądu. Tutaj kończy się drugi dzień naszego pobytu na wyspie Skye.

Trzeciego dnia wyruszyliśmy na podbój północnej części wyspy. Nikt nie spodziewał się jednak, że zakończy się on w taki a nie inny sposób. Do Portree dotarliśmy dość szybko. Tutaj mieliśmy zarezerwowany nocleg w Independent Hostel. Jak się okazało na miejscu, od czasu w którym rezerwowałem nocleg do naszego przyjazdu w hostelu tym zmienił się menadżer. Naszej rezerwacji nie było. Najgorsze, że nie było również miejsc. W Portree jest jeszcze jeden hostel, który oferuje noclegi ale koszt wynajęcia jednego pokoju to 55 funtów. A potrzebowaliśmy dwa. Także cena dość wysoka. Podziękowaliśmy więc i postanowiliśmy zadzwonić do właścicielki poprzedniego miejsca w którym mieszkaliśmy. Miała wolne miejsca, ale tylko w sali grupowej dzielonej z innymi ludźmi. Właścicielka zapewniała, że na razie będziemy tam sami więc przyjęliśmy propozycję. Tutaj muszę zaznaczyć, że mnie nie przeszkadzałoby spanie w sali grupowej, w końcu na tym polega idea hostelu. Zadowoleni ze znalezienia noclegu i po zrobieniu niewielkich zakupów w supermarkecie ruszyliśmy w dalszą drogę.

uig

Pierwszy przystanek – miasteczko Uig. Malowniczo położone nad zatoką o tej samej nazwie. Taką małą ciekawostką jest, że do miasteczka tego zawija prom, który kursuje pomiędzy Uig, Lochmaddy i Tarbert. Trasa nasza prowadzi dookoła północnego półwyspu Skye zwanego Trotternish. Po jakimś czasie docieramy do Skye museum of island life. Jest to niewielka wioska składająca się z kilku domów pokrytych strzechą. Otwarto ją w 1965 roku, a za cel ma pokazanie jak wyglądało życie na wyspie u schyłku XIX wieku. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj http://www.skyemuseum.co.uk/. Ostatnim przystankiem na naszej trasie było Kilt Rock. Klif z którego bezpośrednio do morza, z wysokości kilkunastu metrów wpada rzeka w postaci wodospadu. Przyznać muszę, że miejsce to robi na prawdę spore wrażenie mimo złej pogody. Pech chciał, że wiało niemiłosiernie a w dodatku zaczynał kropić niewielki deszcz.kiltrock

Na koniec tego dnia wróciliśmy do Portree. Zwiedziliśmy pobieżnie to niewielkie miasteczko uznawane za nieoficjalną stolicę Skye. Zjedliśmy tradycyjny Fish & Chips, a później udaliśmy się z powrotem do miejsca, w którym spędziliśmy poprzednią noc. I tutaj niespodzianka. Sala, w której mieliśmy spać okupowana była przez kilka innych osób. Zrezygnowaliśmy więc z pobytu tutaj gdy dziewczyny stanowczo zaprotestowały iż nie będą spać w kilkanaście osób. Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się co zrobić, aż w końcu zadzwoniłem do sympatycznej pani z pierwszego noclegu. Okazało się, że ma 4 miejsca w 6 osobowej sali. Niestety i tym razem nie wyszło. Okazało się, że sala ta jest zajęta przez dwie inne dziewczyny. I znowu odmowa. Po drodze mijaliśmy sporą ilość tzw B&B, postanowiliśmy więc spróbować szczęścia tutaj. Niestety albo nie było miejsc, albo ceny były wysokie. Znaleźliśmy co prawda dwa pokoje u jednego pana po 55 funtów każdy, mieliśmy już nawet je wziąć, ale w ostatnim momencie wpadłem na pomysł powrotu do domu. 5 godzin jazdy przecież nie powinny sprawić, żadnego problemu. Odległość z Broadford do Aberdeen to niecałe 200 mil. Wyruszyliśmy więc około godziny 20. Jak się później okazało był to bardzo zły pomysł. Szczególnie kiedy już w pobliżu Aberdeen zatrzymaliśmy się na parkingu aby trochę odpocząć. Zasnąłem, a kiedy Kasia siedząca obok obudziła mnie po około pół godziny złapałem gwałtownie za kierownicę nie wiedząc co się dzieje. Myślałem, że zasnąłem jadąc. Do domu dotarliśmy dopiero około 4 nad ranem. Także podróż nasza przeciągnęła się o jakieś 3 godziny. Tego dnia spędziłem za kierownicą około 18 godzin. Nie polecam tego nikomu gdyż może to doprowadzić do tragedii. Sam już raczej czegoś takiego nie zrobię.

Na koniec kilka porad praktycznych. Wybierając się na Skye pamiętajcie zabrać ze sobą coś ciepłego do ubrania, gdyż nawet w porze letniej mogą zdarzyć się zimne dni. Kilka dni przed przyjazdem sprawdźcie rezerwacje swoich noclegów aby uniknąć przykrych niespodzianek. Samochód najlepiej tankować na każdej stacji, których nie jest za wiele, nawet jeżeli nie brakuje paliwa. Warto zabrać ze sobą zapas prowiantu gdyż sklepów jest jak na lekarstwo. W Portree co prawda jest supermarket ale jeżeli wybieracie się w głąb wyspy nie znajdziecie tam zaopatrzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *