Pocztówka z Maroka cz.1 – Agadir

Tegoroczną wyprawę do Maroka rozpoczęliśmy w dość nietypowy sposób, od podróży autobusem przez całe Wyspy Brytyjskie. Sposób to może i nie najszybszy ale za to najtańszy na dostanie się z Aberdeen do Londynu. Wylot zaplanowany był na 8.15 rano w sobotę. Wyruszyliśmy w czwartek wieczorem, także do stolicy kraju dojechaliśmy nazajutrz o 6 rano. Będąc pierwszy raz w Londynie ciężko było ogarnąć co i jak i w którą stronę. Ale jak to bywa w takich sytuacjach “koniec języka za przewodnika” i jakoś się udało. Kiedy już ulokowaliśmy się na noclegu przyszła pora na, ekspresowe wręcz, zwiedzanie. Nie powiem, że zobaczyliśmy dużo, ale przynajmniej zaliczyliśmy Big Ben, Pałac Buckingham i Trafalgar Square, na którym odbywał się targ kuchni malezyjskiej.

SAM_1291SAM_1247SAM_1216Na kilkunastu straganach można było spróbować jakże smacznych wytworów kulinarnych orientu. Niestety zabrakło nam już czasu na resztę atrakcji więc udaliśmy się z powrotem na nocleg. Następny dzień to już wylot do Maroka. Odprawa bagażu, kontrola itd itp, nie będę tego opisywał bo ktoś kto chociaż raz leciał samolotem wie o co chodzi. Opiszę tylko jeden niewielki wypadek. Od samego początku lot odbywał się bez żadnych przeszkód, jednak kiedy wlecieliśmy nad terytorium Portugalii pilot zakomunikował o przymusowym lądowaniu w Faro z powodu awarii klimatyzacji. Na lotnisku spędziliśmy około godziny po czym udaliśmy się w dalszą podróż do Agadiru. Maroko przywitało nas piękną, upalną pogodą. Aby dostać się do hotelu najlepiej jest wziąć taksówkę, tzw grand taxi, które jeżdżą z praktycznie wszystkich lotnisk oraz pomiędzy różnymi miastami. Tutaj drobna uwaga. Ceny za przejazd są z góry ustalone i wywieszone w widocznych miejscach. Do tego należy doliczyć 20 dirham jeśli jedziemy z ponad 20 kilowym bagażem a także napiwek od 5 do 10 dirham dla osoby prowadzącej do taksówki. Należy wystrzegać się naganiaczy oferujących przejazdy a jeżeli już to ustalić cenę przed wejściem do takiej taksówki. Z reguły nie używa się tutaj taksometru co dla turysty przybywającego do Maroka pierwszy raz może być sporą pułapką. Po półgodzinnej jeździe wysłużonym mercedesem i podziwianiu pierwszych marokańskich widoków dotarliśmy do hotelu. Hotel jak hotel, nic szczególnego, ale za cenę jaką zapłaciliśmy nie było na co narzekać.

Agadir to miasto położone na zachodnim wybrzeżu Maroka. Obecne miasto wybudowane było po 1960 roku, kiedy to stare miasto zostało kompletnie zniszczone przez trzęsienie ziemi. Więcej jest tu zabudowań w stylu hiszpańskim aniżeli marokańskim. Nie ma tu charakterystycznej dla krajów arabskich medyny. Miasto to ze swoimi nowoczesnymi hotelami i ponad 10 kilometrowej długości plaży jest najbardziej turystycznym miastem Maroka. Chociaż w okresie, w którym my byliśmy tam nie można było narzekać na nadmiar turystów.
Pierwszego dnia, kiedy wybraliśmy się na plażę, nie spodziewaliśmy się tego co nastąpiło w drodze powrotnej. Dla tubylców to my byliśmy większą atrakcją turystyczną niż oni dla nas. Spoglądali na nas z zaciekawieniem. Kiedy już wracaliśmy z plaży podszedł do nas Marokańczyk oferując swoje usługi. Między innymi jazdę na wielbłądach, wycieczki do Marrakeszu, Essaouiry, Casablanci itd itp. Kiedy podziękowaliśmy zapytał czy nie chcielibyśmy odwiedzić lokalnego suku (targu), na co po krótkim zastanowieniu się zgodziliśmy. Pan zaprowadził nas do swojego znajomego, który zaczął zachwalać swoje produkty. Poczęstował nas marokańską herbatą, pokazywał olejki arganowe o różnym zastosowaniu, perfumy, przyprawy. Przez głupi błąd przyznałem się, że jest to nasz pierwszy dzień w Maroku co jeszcze bardziej zaostrzyło handlowe zmagania. Kasia zdecydowała się na zakup herbaty, która na marginesie jest bardzo dobra, oraz olejku arganowego. Jednak cena tego wszystkiego zbiła nas po prostu z tropu. 600 Dirham za kilka rzeczy, po prostu masakra. Jednak wiedząc, że jest to nasz pierwszy dzień tutaj sprzedawca mógł wywindować ceny o 300 lub 400 procent. Oczywiście nie musieliśmy tego kupować, ale biorąc pod uwagę rady z kilku stron internetowych, iż po wypiciu herbaty nie powinno się odmawiać zakupów, byliśmy w posiadaniu kilkuset gram mieszanki herbacianej oraz 3 buteleczek oleju arganowego, za ostateczną cenę 400 Dirham. Późniejsze doświadczenia pokazały, że przepłaciliśmy kilkakrotnie. No ale cóż, jak to mówią “gapowe się płaci” i trzeba było się z tym pogodzić.

SAM_1373SAM_1375SAM_1374
Następnego dnia mieliśmy jechać do Marrakeszu, ale z powodu złej organizacji nie udało nam się już kupić biletów. Kupiliśmy więc je na dzień następny, a ten postanowiliśmy wykorzystać na wędrówkę po Agadirze. Idąc od stacji autobusowej trafiliśmy na, jak się wydaje, biedniejszą część miasta. Domy nie były już tak okazałe jak w innych jego częściach, pełno było żebraków, ludzi siedzących na ulicach, szukających wytchnienia w cieniu, a także kotów, tak kotów, od których aż roi się w Maroku. Na każdym kroku jakaś chałtura, to jakiś warsztat, w którym naprawia się motory, to stolarz robiący meble, to szewc naprawiający obuwie. Masa małych biznesów z których jako tako utrzymują się mieszkańcy. Wędrując tak, trafiliśmy na niewielką piekarnie, w której za 1 Dirhama można było kupić świeżutkie pączki z nadzieniem jabłkowym. Smak miały zupełnie inny niż w Polsce, ale szczerze mówiąc były po prostu pyszne. Po jakiś dwóch godzinach takiej wędrówki dotarliśmy do miejsca, które zapełnione było ludźmi. Z początku nie wiedzieliśmy co to za miejsce, myśleliśmy, że to może być meczet albo inne miejsce kultu, ale okazało się, że było to nic innego jak główny Suk w Agadirze. Wokół pełno taksówek co chwile zabierających ludzi, zgiełk i harmider. Weszliśmy do środka. Wszędzie pełno różnorakich rzeczy. Pamiątki, ubrania, elektronika, przyprawy, wszystko no po prostu wszystko. Jak się okazało tutaj ceny były już dużo niższe od cen poprzedniego dnia, a i sprzedawcy nie byli aż tak nachalni. Wielobarwność czasami potrafiła przyprawić o zawrót głowy. Wszędzie wszystko pięknie poukładane, czeka na potencjalnego klienta. Z każdej strony słychać: “My friend, want some spices, moroccan whisky, maybe some argan oil? I’ll give you good price”, i zawsze kiedy zapytasz się o cenę: “i’ll give you good price”. Ciekawe tylko czy dobrą dla niego czy dobrą dla nas …

SAM_1432SAM_1441SAM_1442SAM_1448SAM_1461SAM_1463SAM_1469SAM_1471SAM_1449

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *